niedziela, 5 stycznia 2014

Problem :/

Cześć! Chciałam was poinformować, że w najbliższym czasie nie będę dodawała postów, ponieważ ostatnio na laptopie strasznie psuje i zacina mi się Blogger. Nie wiem dlaczego tak się dzieje i będę próbowała coś z tym zrobić, ale jak na razie nie mogę zobaczyć statystyk bloga, nie mogę dodać posta (chwilowo piszę z telefonu), nie mogę dokończyć rozdziału, który już zaczęłam. No, po prostu nie mogę zrobić nic! Pokazuje mi się biała strona, próbowałam już wszystkiego i naprawdę nie wiem co mam zrobić! Uwierzcie mi, że nie wkręcam was, bo np. nie chce mi się pisać rozdziału, nie, teraz mam bardzo dużo pomysłów na rozdział, których tak naprawdę nie mogę zrealizować. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie, bo to nie moja wina, że Blogger świruje. A i chciałam jeszcze dodać, że spróbuję coś napisać na telefonie, ale nie jestem pewna czy się uda:

1. Nie mogę zobaczyć jakiej długości jest rozdział, więc byłyby one krótsze niż kiedykolwiek.
2. Źle by mi się pisało na telefonie i pewnie byłoby w tekscie dużo błędów.

Tak więc mam nadzieję, że przetrzymacie ten czas, kiedy będę próbowała to naprawić. A i jeśli ktoś wie co z tym zrobić, prosiłabym żebyście napisali mi w komentarzu jak rozwiązać ten problem. Na razie ja się z wami żegnam. Życzcie mi powodzenie, przyda się... :/               

                                                                                                                               Julka

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Hej! Z racji, że dzisiaj mamy Wigilię chciałabym życzyć wam, żebyście te święta spędzili w miłej rodzinnej atmosferze. Żeby duch świąt zagościł w waszych domach, żeby te święta były wyjątkowe i żebyście je miło zapamiętali na długo i jeszcze dłużej. No i oczywiście wspaniałych prezentów. Tak... Dużo, dużo, dużo wspaniałych prezentów. O! I szczęśliwego Nowego Roku! Wesołych Świąt Bożego Narodzenia! :)
                                                                                                                             Julka

piątek, 25 października 2013

Rozdział 10

    Przez całą drogę ze szpitala patrzyłam się w szybę samochodu. Rozmyślałam nad tym, jak będę dogadywała się z moim ''nowym'' bratem. W końcu nie znam jego i tego jak się zachowuje, ale patrząc na jego śliwę pod okiem można wywnioskować, że wdał się już w jakąś bójkę. Nie znałam jego przeszłości, z resztą tak jak ciocia. Może widziała go jak miał dwa, trzy lata, ale nie widziała jak dorastał, kiedy miał kilkanaście lat. Strasznie mnie ciekawi co wtedy robił, jak żył? Wstyd mi tak o to po prostu zapytać, bo może i jest moim bratem, ale nic o nim nie wiem i to będzie głupie tak o to pytać. Jak będzie chciał to powie coś o sobie. Kiedyś to na pewno nastąpi, a teraz do niczego go nie zmuszam. Nie odzywałam się, tak jak wszyscy, bo chyba nikt nie miał nic do powiedzenia. Znaczy, to mi się tak wydawało, ale mniejsza o to.
    Po jakiś piętnastu minutach dotarliśmy do domu. Wybiegłam z samochodu i pędem wleciałam do przedpokoju, a później do salonu. Jak ja tęskniłam za tym domem! Wiem, że nie było mnie tu zaledwie kilka dni, ale co ja poradzę na to, że jestem z nim tak zżyta? Mieszkam tu dwa lata i już zdążyłam pokochać ten dom, jakbym mieszkała tu wieki... No może nie wieki, bo aż taka stara nie jestem.
    Zaraz za mną do domu wpadły moje młodsze siostry, a dalej za nimi reszta ''rodziny''. Natychmiast popędziłam do swojego kochanego, pięknego, wspaniałego i przytulnego pokoiku. Naprawdę ogromnie za nim tęskniłam... Biały ściany pokoju szpitalnego nie za bardzo mi się udzielały. Było tam zdecydowanie za jasno i za pusto jak dla mnie. Lubiłam mój pokój, a najbardziej fioletowy kolor jego ścian, podobają mi się ciemne kolory, ale jasnymi też nie pogardzę. Od razu walnęłam się na łóżko i rokoszowałam się wygodą mojej miękkiej pościeli. Mój spokój zakłócił ktoś, kto pukał właśnie do mojej świątyni. Na ten gest odpowiedziałam cichym ,,Proszę''. Tym ktosiem okazał się być mój ''nowy'' brat Dylan. Popatrzyłam na niego wyczekującym wzrokiem, a on usiadł na moim łóżku.
    - Słuchaj Amelia... Ja chciałbym, abyśmy się chociaż spróbowali zaprzyjaźnić, Bardzo mi zależy na tym, żeby mieć tobą dobre kontakty. Więc co ty na to, żebyśmy zaczęli to od nowa? - spojrzał na mnie, wyczekując odpowiedzi
    - Wiesz też chciałabym mieć z dobą dobre kontakty, więc zgadzam się. Zacznijmy tę znajomość od nowa. Jestem Amelia - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę w jego strone
    - Dylan - odwzajemnił uśmiech oraz uścisnął moją dłoń
    - Zastanawiałam się czy masz zamiar chodzić do szkoły, a jeśli tak to czy idziesz do mojej - powiedziałam, kiedy Dylan miał zamiar wyjść z moje azylu.
    - Tak mam zamiar zapisaće się do tego liceum Słodki Amoris, dobrze zapamiętałem? Jeśli tak, to ta nazwa jest naprawdę do kitu, ale Aghata mówi, że to prestiżowa szkoła - oznajmił
    - Ach tak, Słodki Amoris, wiem dziwna nazwa - zaśmiałam się cicho, a mój brat wyszedł z pokoju, do którego zaraz po chwili weszła ciocia
    - Amelka... - nienawidzę kiedy tak do mnie mówi - Chciałam cię przeprosić... Miałaś rację, powinnam ci wcześniej powiedzieć, że masz brata, a uwierz mi lub nie, że nie umiałam. Wiele razy zbierałam się, żeby ci to powiedzieć. Przepraszam - przeprosiła mnie z lekkim niepokojem w głosie
    - Spokojnie ciociu, wybaczam ci. Dylan prze chwilą u mnie był i wyjaśniliśmy sobie to i owo. Zresztą rodzice powinni powiedzieć mi już dawno, że mam brata. To nie do końca twoja wina, ciociu - uśmiechnęłam się
    - A więc wybaczasz mi? - zapytała
    - Ależ oczywiście ciociu! - przytuliłam ją - Ja cię też bardzo przepraszam, nie powinnam tak reagować
    - Oby dwie zawiniłyśmy... Tak przy okazji to pewnie wiesz już od swojego starszego brata, że on również będzie chodził to tego samego liceum co ty, mam więc nadzieję, że jutro pomożesz mu w zapisach i oprowadzisz go po szkole. Zgoda? - podniosła jedną brew
    - Tak jest kapitanie - rzekłam i zasalutowałam
    Kiedy Aghata wyszła z pokoju kompletnie nie wiedziałam co by tu porobić. Moją pierwszą myślą było zadzwonienie do Rozalii albo do Violetty. W końcu postanowiłam zadzwonić do Rozy, gdyż zastanawiało mnie to, czemu do mnie nie przyszła, kiedy byłam w szpitalu. W sumie to Violka też u mnie nie była, ale tą sprawę załatwię później. Wybrałam numer, który już bardzo dobrze znałam na pamięć i oczekiwałam na odebranie telefonu przez moją przyjaciółkę. Pierwszy sygnał, drugi... I nic się nie dzieję. Postanowiłam zadzwonić jeszcze raz do niej i już drugi raz oczekiwałam na odebranie. Tym razem na szczęście odebrała.
    - Halo?
    - Rozalia! Co się stało, czemu nie odbierasz?
     - Przepraszam, ale nie zdążyłam podbiec do telefonu, kiedy dzwonił, a ty też przecież mogłaś trochę poczekać aż odbiorę - powiedziała z wyrzutem, ale na twarzy na pewno miała ten swój szatański uśmiech, za dobrze ją znam
    - No dobrze już! Mniejsza o to... No to, co tam się działo w liceum, kiedy mnie nie było? - zapytałam z wyczówalną ciekawością w głosie
    - Ach tak! Przepraszam, że nie przyszłam do ciebie do szpitala, ale sama o tym nie wiedziałam. Chłopaki nie chcieli mi nic powiedzieć, a kiedy ja i Violetta pytałyśmy o ciebie oni odpowiadali, że jesteś chora i leżysz w łóżku. Byłam też u ciebie w domu lecz twoja ciocia ciągle powtarzała, że źle się czujesz i nie chcesz nikogo widzieć. Zachowywała się jak nie ona, nie była taka optymistyczna i szalona jak kiedyś i wtedy zrozumiałam, że coś musiało się stać. Dopiero wczoraj późnym wieczorem dowiedziałam się od chłopców, że jesteś w szpitalu. Nakrzyczałam na nich jak wariatka, a oni próbowali się dzielnie wytłumaczyć i mówili, że razem z Violką wpadłybyśmy w depresję. Jak się później dowiedziałam twoja ciocia Aghata ich tylka kryła... Ja już się bałam, że mnie nie lubi... -  nadawała jak jakaś głupia i już miała zamiar gadać dalej, ale jej przerwałam
    - No dobrze, już dobrze, wybaczm ci i Violetcie - uśmiechnęłam się do telefonu
    - Wiedziałam, że zrozumiesz! To do jutra! Papatki! - po jej ostatnim słowie roześmiałam się głośno chociaż bardzo często używała tego tekstu
    - No cześć - rozłączyłam się kiedy w końcu powtrzymałam śmiech, ale zaraz po tym ogarnęła mnie niekontrolowana fala śmiechu
    Tak gdzieś po pięciu minutach śmiania do mojego pokoju wpadł mój brat z... Z wałkiem do ciasta, z koszem pełnym ubrań i garnkiem na głowie?! Na jego widok roześmiałam się jeszcze bardzie, a z moich oczu poleciało kilka łez śmiechu.
    - Co?! Gdzie?! Jak?! Gwałcą cię?! - jego tekst mnie powalił
    - Myślisz, że jeśli by mnie gwałcili, to bym się śmiała?! A tak w ogóle to jak chciałeś powalić tych moich ''gwałcicieli"? Rzucając w nich brudnymi ubraniami i waląc ich wałkiem po głowie?! - ponownie się zaśmiałam
    - Jam jest Sir Dylan Żołnierz Wielki - oznajmił dumnie przyjmując poze bohatera
    - Dylan idioto! Jak już coś to lepiej byłoby jakbyś powiedział rycerz albo giermek, a nie żołnież. Chociaż jak dla mnie bardzie pasowałoby ci  Dylan Głupek I, tak... Sir Dylan Głupek I - uśmiechnęłam się
    - Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne - odrzekł z poirytowaniem
    - Wiesz co? Małpa jesteś, małpa, małpa, małpa, mał... - nie pozwolił mi dokończyć...
    - Odszczekaj to ćpunie jeden - ... i zaczął mnie gonić po całym dom
    Przebiegliśmy cały mój pokój po czym wybiegliśmy na korytarz. Zbiegając ze schodów mało co nie wywinęłam orła i się nie zabiłam. Mój brat oczywiście musiał się z tego chichrać, a ja posłałam mu tylko groźne i wredne spojrzenie, na co ten zaczął mnie gonić na nowo. Pisnęłam głośno cieniutkim głosem i biegiem wparowałam do kuchni gdzie ciocia, ubrana w fartuch z napisem ''Najlepsza Kucharka Świata'', coś gotowała. Podbiegłam do niej starając się nią obronić przed Dylanem... Musiało to wyglądać przekomicznie, ale nie przejmowaliśmy się tym śmiejąc się w niebogłosy. Po pewnym czasie ciocia też do nas dołączyła, chociaż niedługo po tym kazała nam się uspokoić. Wspomniała też o tym, że bardzo się cieszy, że się dobrze dogadujemy, ale powinnliśmy nie gonić się po domu. Ja podczas tego jej gadania zrobiłam sobie pyszne kakao, przytakując od czasu do czasu. Gdy ciocia i mój brat wyszli oparłan się o blat kuchenny i sącząc moje kakaoko pomyślałam sobie, że jednak jestem w stanie się zaprzyjaźnić się z Dylanem. Moje myślenia nad rzeczywistością, która zdawała się być w tym momęcie bardziej kolorowa niż zwylke przerwała ciocia wchodzą szybko do kuchni.
    - Upss... Zapomniałam o potrawie - powiedziała niewinnie
    Śmiejąc się cicho nad jej głupot, wróciłam do pokoju i z uśmiechem walnęłam się na łóżko. Jutro poniedziałek... Czuję, że to będzie wspaniały tydzień...

__________________________________________________________________________________
Hejka! Tak jak już wspominałam w poprzedniej notce ten rozdział wyszedł taki lichy, ale za to dłuższy niż moje poprzednie rozdziały. Cóż... Co tu więcej pisać? Miłej lektury!
Wybaczcie, zazwyczaj jestem bardziej twórcza jeśli chodzi o notki po rozdziałami ale jest już 1 w nocy, więc życzę dobranoc!
                                             
                                                                                                                                   Julka

...Powracam!

Czeeeeeśśśććć! Tak jak możecie wywnioskować po tytule postanowiłam znowu wrócić do pisania moich dwóch opowiadań. Dla niektórych to może być świetna wiadomość, a dla innych nie za bardzo. Chociaż jeśli komuś nie podoba się moje opowiadanie to nie musi czytać... Nieprawdaż? A wracając do tego, że znów wracam na ścieżkę pisania... Tak więc, minął już ponad miesiąc odkąd zawiesiłam bloga, a ponieważ nagle naszła mnie wena, duuuużżżo weny, postanowiłam spróbować jeszcze raz,  chociaż tak naprawdę nigdy nie miałam zamiaru usuwać tych blogów (tak, jakby ktoś miał wątpliwości, bo ja też sama je miałam na początku). Mam nadzieję, że ci, którzy kiedyś czytali moje opowiadania będą dalej mnie wspierać jak i krytykować. Dziękuję wam za tyle wyświetleń, za komentarze, po prostu za wszystko!
                                                                                                                 Julka

PS. Przepraszam, że 10 rozdział (który zaraz dodam) taki, za przeproszeniem, do dupy, ale chyba straciłam wprawę :)      

poniedziałek, 9 września 2013

Smutna wiadomość... ;(

Hej! Mam dla was niestety smutną wiadomość... Postanowiłam zawiesić bloga na czas nieokreślony ;( Trochę się nad tym zastanawiałam i miałam wątpliwości co do tego, ale stwierdziłam, że to odpowiednia decyzja. A powodem tej decyzji jest nie tylko jak prawie zawsze szkoła, ale i też ja. Pisanie rozdziałów przechodzi mi teraz z wielkim trudem, nie mam żadnych pomysłów i nie umiem połączyć słów w sensowne zdanie. A tak poza tym w szkole mam strasznie dużo zadawane, więc pewnie nie będę miała czasu na pisanie bloga, a także pokłóciłam się z przyjacielem. Na ile opowiadanie będzie zawieszone, nie wiem. Może na tydzień, miesiąc, a może nawet kilka miesięcy... Teraz nie jestem w stanie udzielić wam sensownej odpowiedzi. Zawieszam dwa blogi, więc ta sama notka pojawi się również na drugim. Mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie ten czas, a teraz pozdrawiam i do zobaczenia. Cześć! :(

                                                                                                                     Julka

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 9

                                              *Z punktu widzenia Amelii*

    Nie wiem kiedy się obudziłam. Przetarłam leniwie oczy, podniosłam się i usiadłam na białym łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i wybrzuszyłam oczy ze zdziwienia. Byłam się w białym i bardzo jasnym pomieszczeniu. Znajdowało się w nim tylko kilka białych mebli. W końcu zrozumiałam, że znajduję się w sali szpitalnej. Ale jak to? Kto mnie znalazł? Przecież nikt nie wiedział o jeziorku w lesie, nikt oprócz Alexa... Miałam tak bardzo wiele pytań, ale w tej chwili nie mogłam nikomu ich zadać. Sięgnęłam po telefon, który leżał na małym, białym stoliku obok mojego łóżka. Była godzina szósta czterdzieści pięć. Westchnęłam cicho i z powrotem się położyłam na twardym materacu, rozmyślając o tym co się stało. Dlaczego ciocia nie powiedziała mi wcześniej, że mam brata to, może bym się tak nie zdenerwowała. O Boże! Przecież on ma dzisiaj przyjechać! A co jeśli odwiedzi mnie w szpitalu?! Moje rozmyślenia przerwał dźwięk oznaczający, że ktoś wchodzi do sali. Lekko wystraszone spojrzałam w stronę drzwi. Na szczęście do pokoju nie wszedł ktoś z mojej rodziny lecz lekarz.
     - O widzę, że już się obudziłaś - uśmiechnął się - I jak się czujesz?
     - Już lepiej - odwzajemniłam uśmiech 
     - To dobrze. Za chwilę zabierzemy cię na badania. Jeśli wszystko będzie w porządku będziesz mogła wyjść już dzisiaj - pokiwałam głową, a doktor wyszedł
Po jakiś dziesięciu minutach przyszły pielęgniarki oznajmiając, że czas na badania. Po zakończeniu badań kazano mi iść do mojej sali i czekać na wyniki. Posłusznie wykonałam rozkaz i ruszyłam w stronę pokoju szpitalnego. Przed moją salą nikogo na szczęście nie było. Ufff... A może nie wpadną do mnie w odwiedziny. Wtedy udałoby mi się uniknąć spotkania z moim bratem, o którym, tak naprawdę, nic nie wiem. Wiem tylko, że ma na imię Dylan i, że jest o rok starszy ode mnie, czyli ma osiemnaście lat. Ale to, że możliwe, że dzisiaj nie przyjdą niczego nie zmieni, bo w końcu będę musiała spotkać się z Dylanem. Z resztą jest jeszcze wczesna godzina, siódma osiemnaście. Mają jeszcze cały dzień na odwiedziny. No kurczę, boję się tych odwiedzin jak cholera, ale z drugiej strony chciałabym się dowiedzieć co się stało kiedy byłam nie przytomna i kto mnie znalazł. Mam podejrzenia, że Alexy zaprowadził moją ciocię na jeziorko i tam mnie znaleźli, albo to sam Alexy mnie znalazł. A może ktoś inny też wiedział o tym jeziorku w środku lasu? W końcu Alexy mógł komuś powiedzieć, chociaż to miejsce to miała być nasza i tylko nasza tajemnica, ale teraz miałam gdzieś to, czy mój przyjaciel powiedział komuś o naszym miejscu, czy też nie. Przypomniało mi się jak znaleźliśmy to magiczne i piękne miejsce w lesie. Były moje siedemnaste urodziny, ale było jeszcze bardzo wcześnie, szósta. Sama dziwiłam się dlaczego tak z samego rana wstałam. Siedziałam na moim łóżku i rozmyślałam o mojej imprezie urodzinowej, która miała odbyć się tamtego dnia. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka. Odebrałam ją i okazało się, że to mój przyjaciel - Alexy. Przywitał się i zapytał czy mnie nie obudził. Wtedy odpowiedziałam, że nie, a on powiedział, że w takim razie wybierzemy się na poranny spacer. Kiedy spotkaliśmy się w parku Alexy podarował mi piękną bransoletkę z moim imieniem jako prezent na urodziny, - spojrzałam na moją rękę, nadal miałam ją na na sobie - a później poszliśmy w stronę małego lasku. Kiedy natknęliśmy na jeziorko postanowiliśmy zjeść tam śniadanie, które Alexy przyniósł ze sobą. Spędziliśmy tam cały ranek. Było naprawdę wspaniale...
    Leżałam na łóżku już jakieś piętnaście minut, nic nie robiąc. Strasznie mi się nudziło, ale pewnie o tak wczesnej porze nikt mnie na razie nie nie odwiedzi. Nagle do sali wszedł mężczyzna w białym kitlu. Był lekarzem, który się mną opiekował.
    - Panno Thomas, wyniki wskazują na to, że może pani wyjść już dzisiaj, lecz powinna pani zostać jeszcze kilka godzin gdyby jednak pani zdrowie się pogorszyło - oznajmił mężczyzna
    - Dobrze, rozumiem - odpowiedziałam, a lekarz pokiwał z uśmiechem głową i wyszedł.
    A teraz kolejne leżenie na łóżku i przebywanie całkiem sama. W szpitalu nie jestem (jak dowiedziałam się od lekarza) nawet dzień, a całą dzisiejszą noc byłam w śpiączce, a już mi się strasznie nudzi. Ja chcę już stąd wyjść! W pewnym momencie ktoś wszedł do sali. Modliłam się by to nie był żaden z moich przyjaciół ani nikt z rodziny, bo nie miałam ochoty ich oglądać. Niestety do mojej sali weszła moja ciocia Aghata, a za nią jakiś chłopak o brązowych włosach i czarnych oczach zupełnie tak jak ja, był dość wysoki, a pod okiem miał fioletową śliwę. O nie, to pewnie mój brat. Kompletnie nie wiem co mówić i jak się zachowywać. Byłam cała zestresowana i dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że moje siostry przyszły z ciocią i z jak mniemam z Dylanem. Laura podbiegła do mojego łóżka szpitalnego, a potem na nie wskoczyła i przytuliła mnie mocno. Uśmiechnęłam się do siebie. Connie stała z założonymi rękoma i niezbyt zadowoloną miną. Pewnie wcale nie chciała przychodzić do mnie w odwiedziny... Przecież co z tego, że prawie zamarzłam. Jedna siostra w tę czy we wte, co za różnica, prawda? Mała zołza, pomyślałam i ''ściągnęłam'' Laurę z siebie. 
    - Cześć Amelia. Jak się czujesz? - zapytała z troską ciocia siadając na moim tymczasowym łóżku
    - Już lepiej. Lekarz powiedział, że jeszcze dzisiaj będę mogła się stąd wydostać - powiedziałam
    - To dobrze. Tak jak mówiłam dzisiaj bardzo wcześnie rano przyjechał twój brat - oznajmiła ciocia Aghata - Amelia to Dylan, Dylan to Amelia - przedstawiła nas 
    - Miło mi cię poznać - powiedział, jak na moje oko, ze sztucznym uśmiechem
    - Tak, mi ciebie też - odwzajemniłam sztuczny uśmiech. Zapanowała niezręczna cisza. 
    Ciocia i moje rodzeństwo siedzieli u mnie jakieś dwie godziny, a później ciocia zapytała się lekarza czy mogą mnie już zabrać do domu, zgodził się. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy i razem z moją rodziną udałam się do samochodu. Ciocia usiadła za kierownicą, a pojazd ruszył w stronę domu.


__________________________________________________________________________________
Hejka! Rozdział jakiś taki krótki, ale nie miałam weny i bardzo żałuję, że nie udało mi się więcej napisać. Jak już wspominałam w poprzednim poście moi rodzice wrócili 26, ale musieliśmy jeszcze na jeden dzień zostać u babci, a 28 pojechaliśmy całą rodziną na zakupy, a po nich miałam strasznego lenia, dlatego rozdział dopiero dzisiaj. Oj, nie chcę mi się iść do szkoły...! Chociaż chyba jak wszystkim. Pozdrawiam!

                                                                                                                     Julka

                                                                                                                         

niedziela, 11 sierpnia 2013

Wyjazd...

Hej! Chciałam was poinformować, że do 26.08 nie będę dodawało rozdziałów. Dlaczego? Cóż... Odpowiedź jest łatwa. Jutro, a mianowicie 12.08 moi rodzice lecą na wyspy Hiszpańskie, a ja muszę na czas ich wakacji wyjechać do babci i nie mogę zabrać laptopa więc... Widzimy się za dwa tygodnie! Pa                            

                                                                                                                          Julka

PS. Możliwe, że dzisiaj uda mi się coś napisać, ale wątpię.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 8

                                                            *Lysander*

   Czekaliśmy wszyscy pod salą, w której aktualnie była badana Amelia. Wszyscy byliśmy bardzo zmartwieni i zdenerwowani całą tą sytuacją, nawet Kastiel, ale najbardziej zdenerwowana była pani Nixon. Chodziła w tą i z powrotem, od jednej ściany do drugiej, obgryzając paznokcie. Ja też byłem bardzo zatroskany. Starałem się jednak to ukryć, bo przecież siedzenie i chociażby udawanie, że jest się spokojnym jest lepsze niż chodzenie w tą i z powrotem po korytarzu, prawda? Już sam nie wiem, ale w każdym razie siedzieliśmy przed salą i siedzielibyśmy tak dalej, gdyby z pomieszczenia, w którym przebywała nasza przyjaciółka nie wyszedł lekarz. Pani Aghata natychmiastowo podbiegła do niego i zalała tysiącami pytań.
    - Panie doktorze i co z nią? Wybudziła się? Ona żyje, prawda? - pytała z niepokojem w głosie
    - Na początku proszę się uspokoić. Badania wykazały, że z pacjentką jest wszystko w porządku. Jednak nie wybudziła się jeszcze - poinformował nas lekarz
    - A czy możemy ją zobaczyć? - zapytałem, podchodząc do pani Nixon.
    - Pacjentka się jeszcze nie wybudziła, więc... Jednakże mogą państwo wejść, ale nie wszyscy na raz - uśmiechnął się lekarz i odszedł
    Postanowiliśmy wchodzić do sali po trzy osoby, a więc najpierw wszedłem ja, Kastiel i pani Aghata. W pomieszczeniu było jasno, ponieważ wszystkie ściany pomalowane były na śnieżno biały kolor, a drewniane podłogi skrzypiały gdy chodziliśmy po nich. Pokój był prawie pusty. Stało w nim tylko kilka mebli, a mianowicie wielkie łóżko szpitalne dwa białe krzesełka, duża, drewniana szafa, która stała w rogu na końcu pokoju i mała, również biała szafka, stojąca obok łóżka, na którym leżała Amelia. Była blada jak jakiś trup, a oczy miała zamknięte. W koło łóżka stały różne maszyny, o których istnieniu nie wiedziałem. Były poprzypinane o ciała Amelii w różnych miejscach. Nie wyglądało to najlepiej i chyba nie tylko ja tak sądziłem, bo mój przyjaciel i ciocia Amelii mieli dziwne miny. Pani Aghata podeszła do swojej siostrzenicy, popatrzyła na nią i usiadła na skraju łóżka szpitalnego, a po jej policzku spłynęła łza. Ja i Kastiel usiedliśmy na krzesełkach i w ciszy patrzyliśmy na Amelię. Siedzieliśmy tak w sali jakieś trzydzieści minut i pewnie siedzielibyśmy tam dłużej, ale inni się niecierpliwili. Wyszliśmy więc, a po nas wszedł Armin, Alexy, Leo. Siedzieli tam również pół godziny. Kiedy wyszli było już bardzo późno, ale lekarz, który zajmował się Amelią pozwolił nam u niej siedzieć. Po ich wyjściu z sali postanowiliśmy jechać do domu. Ja pojechałem samochodem z Leo, a Aghata, Alexy, Armin z Kastielem.

                                                *Z punktu widzenia Kastiela*

Jechaliśmy w ciszy. Nikt się nie odezwał. Pojechałem najpierw odwieźć panią Aghatę, następnie chłopaków, a następnie pojechałem do domu. Wszedłem do niego z hukiem zamykając drzwi. Cały dzień byłem miły, ale teraz to prysło i wrócił dawny Kastiel. Zadowolony, ale jednocześnie i smutny tym, co wydarzyło się Amelii, powędrowałem do salonu, gdzie siedziała Hilary i oglądała jakiś filmy. Gdy mnie zobaczyła podbiegła do mnie i zaczęła zadawać najróżniejsze pytania.
    - Stało się coś? Dlaczego nie było cię tak długo w domu i czemu po tym telefonie wyszedłeś taki zdenerwowany? - kocham moją siostrę, ale czasami jest naprawdę wkurzająca
    - To teraz ja ci zadam pytanie. Dlaczego ty jeszcze nie śpisz?! Jest prawie pierwsza w nocy! - powiedziałem
    - Czekałam na ciebie - uśmiechnęła się
    - A co z opiekunką? - zapytałem
    - Wyszła, bo myślała, że śpię, a ty zapłaciłeś jej z góry, więc nie miała na co czekać. A teraz co się stało? - zapytała i podniosła jedną brew
    Usiedliśmy na kanapie i opowiedziałem jej wszystko co zdarzyło się do tej pory. O tym, że Amelia uciekła z domu i musieliśmy jej szukać, o tym jak Alexy ją znalazł nieprzytomną i o wizycie w szpitalu. Hilary była bardzo zmartwiona.
    - Ale nic jej się nie stało, prawda? -spytała ze smutną miną
    - Miejmy nadzieję. Lekarze mówią, że wszystko w porządku. A teraz idź już spać - zarządziłem
    - Dobrze, dobranoc - pocałowała mnie w policzek i skierowała się na górę
    - Dobranoc - uśmiechnąłem się
    Ja sam też postanowiłem się już położyć. Po wykonaniu wszystkich podstawowych czynności, kiedy leżałem już w łóżku rozmyślałem czy Amelia z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że już wkrótce się wybudzi. Z takimi przemyśleniami zasnąłem...


__________________________________________________________________________________
Cześć! Wiem, że rozdział krótki, ale bardzo mi zależało, żeby go dzisiaj dodać. Przy poprzednim nie ma żadnych komentarzy, co mnie bardzo martwi, a no trudno. Wiem, że ten rozdział mi nie wyszedł, ale jak już mówiłam chciałam go dodać dzisiaj, a jakoś nie miałam weny. W każdym razie razie, miłego czytania!
                                                                                                                         Julka

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 7

                                       *W tym samym czasie. Z punktu widzenia Armina*   

    Siedzieliśmy w samochodzie i jechaliśmy w stronę parku, by zobaczyć czy tam nie ma Amelii. Kastiel zadzwonił jeszcze do Lysandra, a ten razem z Leo też jej szukają. Bardzo się o nią martwię. W końcu jest moją najlepszą przyjaciółką. A co jeśli się  już nie odnajdzie, a policja nic nie zdziała? On nie, Armin nie wolno ci dopuszczać do siebie tych myśli!
    Gdy dojechaliśmy szybko wysiedliśmy z auta i popędziliśmy w stronę parku. Od razu rozdzieliliśmy się i pobiegliśmy, każdy w inną stronę. Ja postanowiłem poszukać w pobliżu wielkiej fontanny, która była jak na razie wyłączona. Przeszukałem chyba każde miejsce, gdzie mogłaby być Amelia, ale w żadnym jej nie znalazłem. Zrezygnowany ruszyłem w kierunku samochodu, gdzie czekali na mnie moi znajomi i pani Nixon. Wzruszyłem ramionami na znak, że nie wiem gdzie jest Amelia. Teraz już wiedziałem, że naszym ostatnim ratunkiem jest policja i postanowiłem im o tym powiedzieć.
    - Teraz już nie mamy wyboru, musimy jechać na policje - oznajmiłem
    - Muszę się z tobą zgodzić. Kastiel zawieziesz nas na komisariat? - zapytała pani Nixon. Nie byłem pewien tego co odpowie... W końcu to Kastiel...
    - W sumie to trochę daleko, ale dobrze - na szczęście zgodził się. Wszyscy weszliśmy do samochodu i usiedliśmy na swoje miejsca. Po chwili pojazd ruszył w stronę komisariatu policji.

                                                                *Oczami Alexa*

    Szedłem w szybkim tempie po chodniku kierując się w stronę parku. Przyznaję się, że podsłuchiwałem kiedy Armin rozmawiał przez telefon z panią Nixon. Jak on mógł mi nie powiedzieć o tym co się stało z Amelią? Przecież mogłem się przydać! Gdy już wrócimy do domu zrobię mu porządną lekcję pt. ,,Dlaczego należy mówić bratu o wszystkich poważnych sprawach związanych z jego przyjaciółmi". W każdym razie ja też postanowiłem pomóc w poszukiwaniach tylko, że nie wiedziałem gdzie jest Armin i reszta... Ale postanowiłem też, że sam zacznę szukać Amelii. Moim pierwszym miejscem poszukiwań był park.
    Po krótkim ,,spacerku" dotarłem do parku. Zacząłem się rozglądać lecz to nie pomogło więc przeszedłem po poważniejszych spraw. Zajrzałem chyba pod każdy kamień i w każdy krzak, ale nigdzie nie mogłem znaleźć mojej przyjaciółki. Nagle zauważyłem las, który był położony bardzo blisko parku. Przypomniałem sobie kiedy rok temu razem z Amelią chodziliśmy nad małe jeziorko z wodospadem. Po krótkim zastanowieniu pobiegłem tam ile sił w nogach. Mój bieg trwał naprawdę długo, bo żeby dotrzeć do miejsca gdzie prawdopodobnie jest Amelia, trzeba było przejść przez prawie cały las. Zdążyłem się już kilka razy wyjebać, za przeproszeniem. Co za głupie korzenie! Pewnie komicznie to wyglądało. Teraz jak o tym myślę to chciałbym to zobaczyć. No i znowu! Jakiego ja mam pecha, no naprawdę! Kiedy tak sobie leżałem, wyciągnąłem mój telefon, odblokowałem go i spojrzałem na godzinę którą wyświetlał. Aktualnie była już dwudziesta trzecia piętnaście. Cholera, ale już późno. Skoro ciocia Amelii zadzwoniła około dwudziestej drugiej to Amelii musi być już strasznie zimno. Chyba, że... Chyba, że jej tam nie ma i już zdążyła albo wrócić do domu, albo znalazła jakieś schronienie, a ja biegam, cały poobijany po lesie na darmo. Dobra, koniec tych rozmyśleń, nareszcie dotarłem. A jednak jest tutaj! Tak, Alexy jest wszechmocny, bo Alexy wie wszystko! Już zaczynam świrować, a oni pewnie się jeszcze męczą i jej szukaj. Podbiegłem do niej z ręką wyciągniętą na znak, że jestem Supermenem. Przykucnąłem przy niej, a moja radość naglę zniknęła . Miała sine usta i była cała blada,a jej oczy były zamknięte. Wziąłem jej rękę, ale nie reagowała. Próbowałem też ją ocucić, ale to nic nie dało. Szybko wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Armina. Odebrał po czterech sygnałach.
    - Czego chcesz Alexy? Jestem zajęty - powiedział zirytowany
    - To bardzo, ale to bardzo ważne, bo znalazłem Amelię. Jesteśmy w parku. A skąd wiem, że zginęła? Później wyjaśnię. Przyjeżdżaj - rozłączyłem się
    Dlaczego powiedziałem, że jesteśmy w parku? To proste, postanowiłem wynieść Amelię z tego miejsca. Szybko wziąłem ją na ręce i wybiegłem z lasu. Droga była długa, ale jakiś cudem udało mi się ją przebyć bez żadnego przykrego wypadku. Po wyjściu z tego okropnego lasu położyłem Amelię na trawie koło pięknej, wielkiej fontanny, ale nie pora teraz na zachwycanie się nią. Już po raz kolejny próbowałem ocucić dziewczynę, ale niestety nie wyszło mi to. Postanowiłem jednak zadzwonić na pogotowie, ale przed tym sprawdziłem jej puls. Na szczęście jeszcze żyje! Wybrałem odpowiedni numer i czekałem, aż ktoś odbierze. Doczekałem się, przedstawiłem, wyjaśniłem całą sytuację oraz podałem miejsce gdzie się aktualnie znajdujemy się. Podziękowałem i rozłączyłem się. Czekałem i czekałem, aż wreszcie usłyszałem głos silnika samochodowego. Od razu domyśliłem się, że to Kastiel, Armin i pani Nixon. Po wyjściu z auta podbiegli do mnie i do Amelii. Nie musieliśmy długo czekać na pogotowie, bo przyjechali dość szybko. Kastiel jeszcze przed ich przyjazdem zadzwonił do Lysandra, a ci jakieś pięć minut temu się pojawili. Lekarz pytał się nas, a głównie mnie o to czy próbowałem ją ocucić. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że tak. Zabrali ją do karetki, ale niestety tylko jedna osoba mogła jechać z Amelią. Oczywiście była to pani Aghata. My wsiedliśmy do auta Kastiela i pojechaliśmy za nimi.
    Droga do szpitala nie była długa. Teraz akurat czekaliśmy przed salą, w której lekarze wykonywali różne badania. Miałem nadzieję, że to nic poważnego...


__________________________________________________________________________________
Cześć! Tak, wróciłam z koloni 14, a rozdział dopiero 26 wieczorem. Przepraszam was za to, ale ostatnio jakoś nie miałam czasu. Rozdział jak zawsze nijaki i średniej długości, ale cóż. Jaki wyszedł, taki wyszedł -.- Chciałam jeszcze podziękować za odwiedziny na blogu, ponieważ jest już ich ponad 1000. Jeszcze raz dziękuję i życzę miłych wakacji!

                                                                                                                           Julka



niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 6

    Do domu wróciłam o dwudziestej pierwszej dwadzieścia pięć. Powoli otworzyłam drzwi i weszłam  do środka. Zdjęłam mój fioletowy płaszcz, a później weszłam do salonu. Od razu zauważyłam ciocię siedząca przy stole i podpierająca się rękami. Wyglądała na bardzo, ale to bardzo smutną... Podeszłam do niej i siadając na krzesełku, poklepałam ja po ramieniu. Natychmiast podniosła głowę.
    - Ciociu... Co się stało? - zapytałam
    - Nic takiego - odpowiedziała cicho
    - Przecież widzę
    - No dobrze. Chyba mogę ci powiedzieć. Znaleziono twojego brata...
    - To ja mam brata?! Ciociu nie oszukuj mnie! - przerwałam jej ze zdziwieniem
    - To nie kłamstwo... Ma na imię Dylan i o rok starszy od ciebie. Został porwany w wieku dwóch lat. To pewne, że go nie pamiętasz... Policja szukała go przez trzynaście lat. Trzynaście lat! Przerwali poszukiwania, ponieważ stwierdzili, że nie żyje i, że to nie ma sensu. Dziś w nocy znaleziono go przemarzniętego i pobitego w starym domu. Teraz jest w szpitalu, a jutro ma przyjechać do domu. To cud, że jeszcze żyje. - opowiadała, przełykając ślinę
    - I przez tyle lat ty i rodzice nie powiedzieliście mi o tym?! - krzyknęłam i wstałam z krzesełka
    - Ciszej... Dziewczynki już śpią. Chciałam ci o tym powiedzieć, ale nigdy nie miałam odwagi - spuściła głowę
    - Jak mogłaś to przede mną ukrywać tyle lat! - krzyknęłam ponownie, wstałam i skierowałam się w stronę drzwi.
    - Gdzie idziesz?! - zapytała ciocia
    - Nie wiem! - odkrzyknęłam nadal będąc zła
    Wyszłam z domu cała kipiąc ze złości. Nie mogłam uwierzyć, że ciocia nie powiedziała mi tego wcześniej. Od razu ruszyłam w stronę parku, a następnie lasku, który tam się znajdował. Po kilkuminutowej przechadzce trafiłam nad małe jeziorko z wodospadem znajdujące się w środku lasu. Usiadam obok niego na trawie, wpatrując się w księżycowe odbicie na tafli wody...

                                                    *Z punktu widzenia Aghaty*

    Po wyjściu Amelii spanikowałam i nie wiedziałam co zrobić. Pierwsze co przyszło mi do głowy to zadzwonić do Armina lub Kastiela, bo mam tylko ich numery. W końcu postanowiłam, że zadzwonię do obu chłopaków. Najpierw wykręciłam numer do Armina. Odebrało po trzech sygnałach.
    - Halo? - zapytał chłopak
    - Armin, musisz mi pomóc - mówiłam szybko i niespokojnie
    - Spokojnie pani
Nixon. Co się stało? - zapytał ponownie

    - Amelia uciekła! Nie wiem gdzie jej szukać - na ni przydały się uspokojenia chłopaka, zaczęłam wariować. Naglę usłyszałam płacz dziecka.
    - Dobrze zaczniemy szukać. Za chwilę będę u pani - oznajmił
    - Armin, mógłbyś zadzwonić do Kastiela, bo może pomógłby nam. Ja nie mogę, Laura płacze - poprosiłam
    - Oczywiście, że tak - powiedział
    - Dziękuję, Armin. Naprawdę mi pomagasz - uśmiechnęłam się sama do siebie
    - Nie ma za co - powiedział i rozłączył się, a ja pobiegłam do Laurki.
    Weszłam do pokoju, ale okazało się, że już nie płacze. Szybko zbiegłam na dół i chwyciłam komórkę. Wybrałam numer do opiekunki do dzieci. Jeden sygnał, drugi, trzeci... Tak! Odebrała! Załatwiłam wszystko, a opiekunka przyjedzie za góra dziesięć minut. Siadłam na kanapie i niecierpliwie na nią czekałam, pukając moimi kolorowymi paznokciami o ławę. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się  kanapy i pobiegłam do drzwi, by za chwilę je otworzyć. Przede mną stała wysoka kobieta o czarnych włosach i zielonych oczach, które miło spoglądały zza grzywki. Była mniej, więcej w moim wieku. Ubrana była w rurki, białą koszulkę z rękawami trzy czwarte. Na bluzkę narzuconą miała czarną kamizelkę, a na nogi założone również czarne balerynki z kokardką. Wyglądała bardzo ładnie.
    - Dobry wieczór. Zamawiała pani opiekunkę do dzieci? - uśmiechnęła się miło
    - Tak. Dobry wieczór. Zapraszam do środka. Pokażę pani gdzie wszystko jest - przepuściłam ją w progu.
    Udałyśmy się do salonu, a tam wytłumaczyłam kobiecie co gdzie się znajduje. Następna była kuchnia. Tam też wyjaśniłam jej wszystko i przy okazji powiedziałam gdzie są pokoje dziewczynek i łazienka. Oznajmiłam, że wrócę za góra cztery godziny i spytałam czy jej to nie przeszkadza.
    - Nie. To żaden problem - uśmiechnęła się
    - To dobrze. Ja wychodzę i liczę, że dziewczynki nie będą sprawiały kłopotów - odpowiedziałam
    - Na pewno nie będą. Słodko śpią - znowu uśmiechnęła się
    Wyszłam z domu. Tak jak przeczuwałam przed nim stał samochód Kastiela, a z daleka zobaczyłam, że obok samochodu stoi Armin. Podeszłam do niego, a ten otworzył mi drzwi, abym zajęła miejsce obok Kastiela, a sam usiadł z tyłu.
    - Chłopcy... Naprawdę wam dziękuję. Nie wiem co bym bez was zrobiła - podziękowałam
    - To nie problem pani Thomas. Zrobimy wszystko by znaleźć Amelię. Ewentualnie pójdziemy na policję - odezwał się ciepły głos Armina dobiegający z tyłu.
    Rozpoczęły się nasze wielkie poszukiwania...

                                                             *Oczami Amelii*

     Dalej byłam przy jeziorku, ale teraz zamiast siedzieć, leżałam i wsłuchiwałam się w ciche pohukiwanie sowy. Wiatr lekko wiał tak jakby tańczył w powietrzu i otulał moją twarz zimnym powietrzem. Przewracałam się z boku na bok by znaleźć wygodne miejsce i przy okazji ochronić się przed wiatrem. Nie wiem kiedy moje powieki zaczęły się zamykać, a ja oddałam się w objęcia Morfeusza...
 

__________________________________________________________________________________

Cześć! Na początku chciałam was przeprosić za to, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam weny. Rozdział (nie wiem nawet czy można go tak nazwać ze względu na długość) wyszedł mi nijaki. Był on pisany na siłę więc co się dziwić... Ale koniecznie chciałam coś dodać przed moim wyjazdem, o którym już z resztą wspominałam w komentarzu. Przy okazji chcę wam życzyć miłych, ciepłych i pogodnych WAKACJI!!!
                                                                                                                                Julka